For my little princess

Żył przed laty bardzo dobry, mądry król
Był bogaty, ale całkiem źle się czuł
Nie miał żony, więc mu serce ściskał żal
Był strapiony, bo córeczkę smutną miał
Mała smutna królewna,
której rozbawić nigdy nie mógł nikt
Mała, smutna królewna, której od dawna uśmiech z buzi znikł...
[For my little princess, part I.]
...przelane z serca na papier...
Data: 2005-08-19
Czas: 10:25:51
Komentarze: skomentuj (1)
Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.

Powiadają, ze pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot. Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało: - Pobawmy się w chowanego! Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem: - W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa - wyjaśniło żywo Szaleństwo - polegająca na tym, iż ja zakryje sobie oczy i powolutku zacznę liczyć do miliona. W międzyczasie wy wszyscy dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć. Ostatnie z was, na którego kryjówkę trafie, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.
Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość podskakiwała tak wesolutko, ze udało się jej przekonać do gry
Wątpliwość, a nawet Apatie, której nigdy niczym nie dało się zainteresować. Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć. Prawda
wołała się nie chować, w końcu i tak zawsze ja odkrywano. Duma
stwierdziła, ze zabawa jest głupia, ale tak naprawdę w głębi duszy
gryzło ja, iż pomysł wyszedł od kogo innego. Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.
- Raz, dwa, trzy - zaczęło liczyć Szaleństwo.
Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy
napotkany kamień. Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w
cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen! Na sam
szczyt najwyższego drzewa. Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca, gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół:
krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności,
dziupla - w sam raz dla Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla
Zmysłowości, powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności.
W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca.
Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniale miejsce: wygodne i
przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego.
Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć wskoczyli w sam środek wulkanu. Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.
Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy
dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca.
W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród ich krzaczków.
- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo i dziarsko zabrało się doszukania. Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo. Chwile potem usłyszało Wiarę rozmawiająca w niebie z Panem Bogiem. W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania. Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu. Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os. Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwile nad stawkiem i w ten sposób znalazło Piękność. Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć. W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: Talent wśród świeżych ziół, Smutek - w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w chowanego.
Do znalezienia pozostała tylko Miłość. Szaleństwo zaglądało za każde
drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik. Patykiem zaczęło odgarniać gałązki... Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu. Stało się prawdziwe nieszczęście! Różane kolce zraniły Miłość w oczy. Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.
I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.
...przelane z serca na papier...
Data: 2005-08-17
Czas: 15:02:12
Komentarze: skomentuj (2)
Natchnienie

Dziś znów od bardzo wielu dni weszłam na tego bloga i pomyślałam sobie żeby go oddać. Nawet napisalam notke, ze blog jest do oddania ale po długim namyśle skasowałam tą notke i postanowiłam od nowa zająć się moim blogiem. Cóż w tym złego? Napewno nic więc czekam aż więcej osob odwiedzi tego bloga a ja zaczne prowadzić go systematycznie, co wy na to?
...przelane z serca na papier...
Data: 2005-05-16
Czas: 13:06:28
Komentarze: skomentuj (5)
Kraina Marzeń

Spotkanie
Las pogrążony był w ciemnościach. Chmury zakryły niebo. Brakowało kilku godzin do świtu. Wiatr w dzikim pędzie gnał wśród drzew. Jego szum zagłuszał wszelkie inne odgłosy. Mroźne, nocne powietrze bez trudu dostawało się pod cienką sukienkę, która zahaczała o wszystkie wystające gałęzie.
Zadrżałam, gdy zimny podmuch wiatru uderzył z całą mocą w mój nagi kark. Rozejrzałam się strachliwie dookoła, a ujrzawszy powykręcane konary drzew, mimowolnie przycisnęłam ręce do serca. Czułam, jak mocno bije ze strachu.
Księżyc wyszedł nagle zza chmur. W jego świetle las wydał mi się jeszcze bardziej przerażający. Ciarki przeszły mi po plecach, gdy dostrzegłam w oddali ogromny dąb, wyglądający jakby prosto z koszmarnego snu.
Nie chciałam iść... Bałam się tego, co może kryć się w tym lesie. Ale oni nie słuchali moich protestów. Nie wierzyli, kiedy mówiłam, że nie jestem taka jak sądzą. Krzyknęłam na koniec, że On nie istnieje...
Nie uwierzyli... Sama też nie wierzyłam we własne słowa. Przecież ja Go widziałam... Całą sobą wyczuwałam Jego obecność...
Tanya, dlaczego uciekłaś? Musiałaś wiedzieć, że wezmą mnie zamiast ciebie. Wiedziałaś, że matka nie pozwoli, aby ludzie dowiedzieli się prawdy. Wiedziałaś, że ona ich okłamie.
Tak bardzo podobne, a zarazem tak różne od siebie... Ty wiedziałaś, o wszystkim wiedziałaś... Zawsze byłaś ulubienicą matki – śmiała, odważna, nieugięta, pewna siebie. Ja, będąc twoim całkowitym przeciwieństwem nie miałam u niej żadnych szans. Gdyby chociaż żył ojciec... On mnie rozumiał. Jak nikt... Był moim prawdziwym przyjacielem, mogłam na niego liczyć w każdej chwili. Nadal słyszę jego słowa – słowa, które doprowadziły mnie do zguby. Jesteście bliźniaczkami, powiedział głaszcząc mnie po głowie, musicie trzymać się razem. Nie mógł wiedzieć, jaka jesteś naprawdę...
Zgniotłaś mnie, stłamsiłaś resztki mojej pewności siebie, nie pozwoliłaś normalnie żyć... Wszyscy myśleli, że jesteś cudownym dzieckiem – mylili się. Tylko ja poznałam prawdę o tobie. Tylko ja wiedziałam, że jesteś bezlitosna, nieczuła, pełna pogardy dla innych, pozbawiona skrupułów, że nie masz sumienia... Byłaś okrutna – dla ludzi, dla zwierząt – ale wrodzony spryt pozwalał ci zawsze cało wyjść z opresji. Wszystkie swoje winy zrzucałaś na mnie, a ja nie miałam sił, aby bronić się przed twoimi zarzutami.
Ojciec... To ty go zabiłaś... Jak mogłaś?! Czy tylko dlatego, że on kochał mnie bardziej od ciebie? A może odkrył kim jesteś naprawdę? Nie... To niemożliwe...
Zazdrość... Miałaś wszystko, a mimo to zazdrościłaś mi - już sama nie wiem czego... Przecież ja nic nie miałam. Tylko marzenia...
Jak ludzie mogą być tak ślepi? W jaki sposób zdołałaś ukryć przed nimi swoją prawdziwą naturę?
Uciekłaś... Oni inaczej o tym myśleli... Wierzyli matce, wierzyli tobie – mnie nie uwierzyli...
Musiałaś odejść z wioski. Tylko ty mogłaś pomóc starej ciotce. Taka miła, dobra, kochana... Złote dziecko... Nikt nie zdobył się na tyle poświęcenia dla innych...
Kłamstwo... To wszystko kłamstwo – całe twoje życie nim jest...
Twoja siostra pójdzie za ciebie, powiedzieli... Ja nie byłam dla nich ważna. Nie liczyłam się... Nie zabij Go, ostrzegli mnie jeszcze, masz Go przyprowadzić żywego. A przecież ja nigdy nie zdobyłabym się na to, aby zrobić komukolwiek krzywdę...
Tanja, siostrzyczko... Wybaczam ci... Wiem, że taka się już urodziłaś – nigdy się nie zmienisz... Ale nie winię cię za to, co ze mną zrobiłaś...
Tanja... Wiem, że nigdy ci tego nie mówiłam, ale... Kocham cię... Naprawdę cię kocham...
Moje włosy falowały na wietrze, sukienka, co chwilę, unosiła się do góry. Rozejrzałam się dookoła, po czym ponownie ruszyłam przed siebie. Drzewa, które mijałam, wydawały mi się zastygłymi w bezruchu olbrzymami. Nie widziałam wiele w tych nieprzeniknionych ciemnościach. Co chwilę potykałam się o wystające korzenie. Kilka razy upadłam, boleśnie raniąc przy tym kolana. Czas płynął, a krajobraz wokół mnie niewiele się zmieniał.
Gdy nagle księżyc ukazał swą pełną, srebrną tarczę, zorientowałam się, że stałam na środku polany. Położyłam się na trawie i nawet nie zauważyłam, kiedy zapadłam w głęboki sen.
Gdy otworzyłam oczy, polana nadal zalana była srebrzystą poświatą. Ale spojrzawszy na niebo, nie zauważyłam księżyca. Przymknęłam na chwilę powieki i wówczas poczułam to, czego nie zdążyłam jeszcze zobaczyć. Nie musiałam rozglądać się dookoła, aby wiedzieć, że On tu jest. Ten sam. Nie wiem jakim sposobem, ale wiedziałam, że to On. Że to On tu stoi, w ogóle nie zmieniony.
Wstałam i podeszłam do Niego. Nie mogłam uwierzyć, że przyszedł. Nie miałam pojęcia, dlaczego to zrobił.
W nagłym poczuciu bezradności odruchowo zarzuciłam Mu ręce na szyję i mocno się do Niego przytuliłam. Wiedziałam, że On mnie ochroni i nie pozwoli, aby stała mi się jakakolwiek krzywda.
Nagle lekko odwrócił głowę i musnął Rogiem moje włosy. Poczułam wówczas, że i ze mnie promieniuje jasne światło. Przytulona do Niego nie czułam strachu i niepokoju. Nie nękały mnie żadne złe myśli.
- Jesteś bezpieczna – usłyszałam – Przy mnie nic ci nie grozi...
- Wiem o tym... - szepnęłam
I nagle coś we mnie pękło. Jakaś tama, która przez te wszystkie lata odgradzała moją świadomość od cierpienia. Płakałam... Pierwszy raz od wielu, wielu lat... Miałam wrażenie, że odczuwany przeze mnie ból rozsadza mi serce.
Ale On wciąż przy mnie był. Swoją obecnością sprawiał, iż powoli się uspokajałam.
- Dziękuję – powiedziałam ocierając łzy – Dziękuję Ci, że jesteś...
Milczał. Nie musiał nic mówić. Rozumiałam go bez słów – tak, jak i on mnie rozumiał. Odnosiłam wrażenie, że razem stanowimy jedność, nierozerwalną całość...
Tuliłam się do jego boku i czułam spokój, jaki ogarniał mnie zawsze wtedy, gdy w pobliżu był ojciec...
Ojciec... Miałam wrażenie, jakby on stał obok mnie. Jakby On nim był...
Odchyliłam głowę do tyłu i zobaczyłam Jego piękne oczy. Widziałam w nich mądrość wieczności...
Ojciec... Czy to możliwe?
- Ty jesteś... – jeszcze raz spojrzałam w Jego oczy. One były... były... takie same jak oczy ojca... Ten sam ich wyraz...
- Jestem...
- Ale jak... Ale jak to możliwe... Przecież ty...
Wszystko się we mnie burzyło... Tak bardzo chciałam, aby to była prawda...
- Nie umarłem, choć wszyscy tak myśleli. Mnie się nie da zabić...
- Czy... Tanja... Czy to ona?
Bałam się spojrzeć na niego. Bałam się, że odpowiedź okaże się twierdząca...
- To smutne, ale prawdziwe...
- Nie rozumiem, dlaczego... dlaczego to zrobiła...
Odsunęłam się od Niego i patrzyłam na Jego dumną postać. Jeśli On był Jednorożcem, to kim ja jestem?
- Ona jest taka jak wasza matka... Gdybym wiedział... Gdybym ich usłuchał...
Spojrzałam na Niego pytająco. Niewiele z tego rozumiałam...
- Moi bracia, moi poddani... Oni wszyscy mnie przed nią ostrzegali... Ale ja byłem zbyt nią oczarowany, aby ich posłuchać.
- Matka? Kim ona jest?
Kochałam matkę, ale ona nigdy nie kochała mnie...
- Nie jest człowiekiem, tak jak i ja nim nie jestem. Ona jest demonem...
Oszołomiona wpatrywałam się w Niego.
- Nie... Nie!
Matka demonem?
- Ona... I Tanja... – powiedział cicho
- A ja? Kim ja jestem?
Spojrzał na mnie. Sprawiał wrażenie, jakby się uśmiechał.
- Jesteś Jednorożcem... Tak jak ja...
Jego Róg zabłysnął. Wpatrywałam się w Niego oszołomiona... Ja Jednorożcem?
- Jak... Jak to możliwe? – głos mi drżał, gdy zadawałam to pytanie.
- Krew jednorożca nigdy się nie połączy z krwią demona... Moja krew stworzyła ciebie, twojej matki Tanję... W tobie nie ma nic z demona... Jesteś prawdziwym Jednorożcem.
Zamknęłam oczy. Zagłębiłam się w siebie. Chciałam znaleźć w sobie potwierdzenie Jego słów.
Znalazłam...
Poczułam, jak się zmieniam... Sukienka opadła na ziemię...
Otworzyłam oczy...
Byłam Jednorożcem... Tak jak On. Jak Ojciec...
- Ojcze... - szepnęłam
Spojrzał na mnie. Tym razem w Jego oczach zobaczyłam siebie... Jednorożca... Prawdziwego Jednorożca...
- Kim ty jesteś wśród Nich? – to nie było ważne pytanie, ale chciałam wiedzieć. Wiedzieć, kim on jest. Kim ja jestem...
- Królem – powiedział cicho. Gdybym miała postać człowieka, głęboko wciągnęłabym powietrze. Teraz tylko szerzej otworzyłam oczy. – Ja jestem Królem, ty będziesz Królową...
Więcej nie pytałam. On też milczał. Ale nam nie potrzebne były słowa. Doskonale rozumieliśmy się bez nich.
Spojrzał na mnie. Jego oczy zadawały pytanie. Lekko skinęłam głową.
W środku nocy przez pogrążoną w ciemnościach wioskę przebiegły dwa Jednorożce. Nikt ich nie widział oprócz dwóch osób – matki i córki, pogrążonych w bezsilnej złości. Nie wykonały swojego zadania... Przegrały...
A dwa Jednorożce biegły dalej. Gnane wiatrem szybowały w przestworzach. Były razem... Wolne i szczęśliwe...
...przelane z serca na papier...
Data: 2004-12-29
Czas: 11:47:09
Komentarze: skomentuj (1)
Jednorożce i ich historia
Wprowadzenie
Jednorożce są niebywale interesującymi stworzeniami. Formalnie nigdy nie istniejące, bardzo mocno wrosły w kulturę i ludzkie umysły. Tak mocno, że w przeciwieństwie do smoka zyskały sobie w miarę jednolity wizerunek, trwający w ludzkiej wyobraźni przez wieki niemal bez zmian.
Jeśli spytać w dzisiejszych czasach pierwszą lepszą napotkaną na ulicy osobę o to, jak wyobraża sobie jednorożca, prawie na pewno odpowie ona, że zwierzę jest śnieżnobiałe, budową przypomina konia, ma na czole róg, a złapać się daje wyłącznie sposobem "na dziewicę".
A przecież na początku rzecz przedstawiała się zupełnie inaczej.
Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na jedną rzecz - jak jednorożec jest przedstawiany w literaturze fantastycznej? Nie? Czy może odpowiecie: "To przecież oczywiste"? Bo proponowałabym przyjrzeć się właśnie jednorożcom. Występują tak na dobrą sprawę w wielu książkach i opowiadaniach, jednakże owe jednorożce tak na prawdę niewiele mają wspólnego z jednorożcami prócz samej nazwy. No i pojedynczego rogu.
Opiszę tutaj kilka szczególnie drażliwych, a także zamieszczę kilka szalonych ilustracji, które pokazują, co można zrobić z jednorożca, żeby tylko zaistnieć na rynku i pokazać, że ma się szeroko pojętą wyobraźnię.
Tradycyjny wizerunek jednorożca
Jednorożec może występować w kilku formach. Pomijam w tym momencie najpopularniejsze jego wyobrażenie, czyli zwierzę w postaci wyjątkowo delikatnego konia, zawsze białego i zgrabnego, o drobnych kopytach, któremu z czoła wyrasta kręcony róg - zapewne złożony z dwóch splecionych ze sobą rogów. Stosunkowo najbliższe temu wizerunkowi wyobrażenie istnieje w "Ostatnim jednorożcu" Beagleya - idealnie odpowiada heraldycznym wyobrażeniom - ma ciało trochę mniejsze od konia, puszystą grzywę, nogi łani zakończone raciczkami, a także lwi ogon. W miarę wiernie odmalowany jest też jednorożec w "Na tropach jednorożca" Resnicka, jednakże tutaj dochodzi jeszcze osobliwy brylant osadzony na czaszce zwierzęcia, tuż pod rogiem.
Taki wygląd jednorożców funkcjonuje w ludzkiej wyobrażni:
Jednorożec mięsożerny
Wbrew pozorom jednorożce takie, jednoznacznie złe, występują dość często w literaturze fantastycznej. Najbardziej widać to na dwóch przykładach - jednorożców w "Demonie ciemności" Tanith Lee, oraz w "Zgubie Elfów" Andre Norton i Mercedes Lackey. I jeśli w tej pierwszej pozycji mają one w miarę naturalny wygląd (nie licząc stalowych kopyr), o tyle w "Zgubie elfów" nie dość, że nie przypominają konia, to w dodatku rzucają się na wszystko, co żywe, żeby stratować czy zeżreć. To groźne, zupełnie nieobliczalne zwierzęta o wielkich, wypełnionym szaleństwem oczach, posiadające ognisty temperament, a przede wszystkim mające FUTRO. Fioletowe futro. Ta książka w ogóle zastanawia - elfy są w niej złe, smoki dobre, a jednorożce właśnie bezrozumnie złe. Zaś ludzie są rasą niewolniczą. Ciekawe, prawda?
A tak (mniej więcej) wygląda jednorożec mięsożerny:
Jednorożec bez gracji
Nie wszystkie jednorożce to okazy subtelności. Najlepszym przykładem wypaczenia wizji jednorożca jest dziwne coś bytujśce w świecie stworzonym przez Michaela Scotta Rohana w drugim tomie "Zimy Świata" - "Kuźnia w lesie". Jak czytamy na stronie 259: "Wielki łeb przypominający kształtem koński wznosił się wyżej niż u konia. Róg był prawie wielkości człowieka. Zwierzę wydawało się masywniejsze od smoka." I wcześniej: "W nikłym świetle poranka ogromna bestia wynurzyła łeb z gęstwiny wysokich zarośli. Potrząsała kudłatą grzywą i błyskała długim rogiem. (...) Z pyska zwisała mu wiązka uwalanych ziemią korzeni. Ocierały się o szorstką brudnobiałą sierść i wciągane były ruchami żujących szczęk, wydychających parę w zimnym powietrzu. Bestia w czerwono wschodzącym słońcu zastrzygła uszami, rozejrzała się pomarszczonymi kuleczkami oczu, po czym głośno prychnęła, wypuszczając nozdrzami gęste obłoczki i powróciła do rycia." Jak widać zwierzę bardziej przypominało jakiegoś dinozaura, a nie "jednoroga". Zwłaszcza że aby je zabić, nie starczało mieć łuk i strzały. "Trzeba wbić mu dzidę lub halabardę w brzuch albo gardło."
Innym, równie mało pociągającym zwierzęciem był jednorożec z "Rycerza mimo woli" Spragua de Campa - bydlę włochate, śmierdzące okrutnie, podobne bardzo do wołu, ale jednak lgnące do dziewic.
Nieszczęśliwie nie posiadam ilustracji z aż tak brzydkim jednorożcem. Na otarcie łez mogę podać tylko bardzo tłustego, kanciastego jednorożca:
Pochodzenie i historia jednorożca
Zacznę może od samej nazwy. Pierwotnie jednorożca nazywano osłem indyjskim, koniem indyjskim, wreszcie kartazoonem. Z czasem Grecy nadali mu nazwę monoceros, czyli jednoróg (monos + keras), Rzymianie zaś, przez analogię, nazwali go unicornis (unis + cornu). Od nazwy łacińskiej zaś wzięły się inne - angielska unicorn (nie mylić z popcornem : )), hiszpańska unicornio, niemiecka Einhorn, rosyjska odinorog, czy francuska licorne. W Polsce zwany był też niekiedy głoworożcem. Żeby zamknąć kwestię terminologii wspomnę jeszcze, że róg jednorożca nosi nazwę alicornus.
Pierwszy wizerunek jednorożca (przynajmniej w świecie kultury zachodniej) przekazał światu żyjący na przełomie V i IV w p.n.e. Grek Ktezjasz, zawierając go w dziele "Indica", które napisał po ośmioletnim pobycie na dworze Artakserksesa II, perskiego króla panującego w latach 404-385 p.n.e. Według Ktezjasza jednorożec był to biały osioł indyjski, zbliżony wyglądem do potężnego konia, z czerwonym łbem, niebieskimi oczami, między którymi na czole sterczał długi na łokieć róg. Ten również był wielobarwny - u nasady biały, w środkowej części czarny, zaś na ostrym czubie krwistoczerwony. Czyli wyglądał mniej więcej tak:
Wizerunek ten odcisnął trwałe piętno na wyobraźni starożytnych. Od tej pory, jeśli nawet kolejni pisarze czy podróżnicy starali się przedstawić swój obraz jednorożca, nie odbiegali zbytnio od opisanego przez Ktezjasza zwierzęcia. Zawsze miało jeden róg, zawsze było, przynajmniej z grubsza, podobne do konia, i zawsze jadło mięso, co często umyka naszej uwadze.
Po Ktezjaszu jednorożca opisał Megastenes, podróżnik i geograf zarazem, wysłany do Indii w misji dyplomatycznej przez syryjskiego króla Seleukosa I Nikatora (358-281 p.n.e.). Opisał on w dziele zatytułowanym "Indica" (czyli o tym samym tytule, co księgi Ktezjasza) tzw. Kartazoona, czyli właśnie żyjącego w Indiach jednorożca. Według niego był on płowym koniem z gęstą grzywą. Miał też pewne cechy wspólne z jeleniem. Przede wszystkim jednak miał na głowie pojedynczy, czarno zabarwiony na końcu róg. Co ciekawsze, róg ten był skręcony - w przeciwieństwie do prostego rogu Ktezjaszowego jednorożca. Jego nogi były podobne trochę do słoniowych, ogon zaś jako żywo przypominał świński. Zwierz ten na codzień był bardzo agresywny, a łagodniał tylko w okresie rui. I to szczególnie w obecności dziewic.
Potem jednorożca opisywał Gajusz Pliniusz Starszy (23-79 n.e.) w "Historii naturalnej" (informacje czerpał z dzieła Megastenesa), Klaudiusz Aelian (170-235 n.e.) (korzystał z Ktezjasza), który pierwszy zaczął mówić o tym, że róg jednorożca stanowi antidotum na wszelkie trucizny i zarazy, na koniec zaś pojawił się "Physiologus", pierwszy podręcznik zoologii z opisem kilkunastu rzadkich zwierząt, w tym właśnie jednorożca. Nie zachował się jednak z czasów starożytności żaden wizerunek tego jednorogiego zwierzęcia.
Zwróć uwagę na tylne łapy jednorożca
Wielkie entree jednorożca następuje w średniowieczu wraz z nadejściem Pisma Świętego. Jego tłumaczenie na język grecki dokonane w III wieku n.e. miało kilka błędów - niewłaściwie (z różnych przyczyn) na przykład został przetłumaczony Psalm 21/22, w którym Dawid wzywa Pana na pomoc:
...Wybaw mnie z paszczęki lwa
i od rogów jednorogich...
W hebrajskim oryginale była tam mowa o bawole. Błąd ów został skopiowany potem (w IV wieku n.e.) przy przekładaniu "Septuaginty" (czyli tego tłumaczenia greckiego) na łacinę (czyli "Wulgatę"), a skorygowano go (przywracając bawoła) całkiem niedawno. Dzięki temu (a przede wszystkim uznaniu "Wulgaty" za oficjalnie obowiązujący w Kościele chrześcijańskim przekład Biblii) jednorożec przez bardzo długi czas był uważany za istotę prawdziwą (jak wszystkie zwierzęta znajdujące się w Biblii, choćby smok), co zresztą przysparzało niebagatelnych zysków rozmaitym spryciarzom, którzy handlowali rogami narwali (takich dużych wielorybów). A trzeba wiedzieć, że narwal ma na głowie taki róg, jaki przypisywano jednorożcom - długi i spiralnie skręcony.
Mimo wszystko jednak największy wpływ na umysłowość średniowieczną (przynajmniej w kwestii jednorożca) miał stworzony prawdopodobnie II wieku n.e. "Physiologus". Z biegiem lat (i wieków) ewoluował, dopasowując się do zachodzących w Europie zmian. Jednym z takich dostosowań było włączenie w treść opisu niezwykłego zwierzęcia wyjątków z Pisma Świętego. Stamtąd też pochodzi objaśnienie sposobu chwytania zwierzęcia:
Na drogach, po których harcuje jednorożec, stawia się pięknie przybraną, czystą dziewicę, wtedy jednoróg do niej podchodzi, kładzie swoją głowę na jej łonie i w tym samym momencie poskromiony pozwala jej zaprowadzić siebie do pałacu królewskiego."
I dalej: "Zwierzę to więc stało się symbolem naszego Zbawiciela - Chrystusa. Ten bowiem, rodem z królewskiego domu Dawida, jako róg zbawienia dany nam przez Ojca wzbudził nas do życia" (NT Łuk. 1, 69)
Akapit ten miał podkreślić znaczenie Niepokalanego Poczęcia Marii Panny, w której dziewiczym łonie zrodził się z pokorą oddany Jej Syn - Zbawiciel, symbolizowany przez jednorożca. Symboliką "Physiologusa" posługiwali się zresztą różni teologowie, ugruntowując tym samym przekonanie o faktycznej, rzeczywistej egzystencji jednorożca. Święty Augustyn (343-430) przyjmował jego róg jako symbol wiary chrześcijańskiej, Święty Ambroży (IV wiek n.e.) zapoczątkował stwierdzenie "Chrystus duchowy Jednorogi" (jednorogi od jedynego słowa Bożego), a Albert Wielki (1193-1280), teolog, filozof i przyrodnik, rzekł: "jednorożec to Chrystus, którego moc wyraża potężny róg i któremu nikt nie zdoła się przeciwstawić".
Że jednorożec był symbolem Zbawiciela, widać nawet po różnych przypowieściach, jak choćby w takiej, gdzie spragnione zwierzęta czekają nad zatrutym przez jad węża stawem, aż jednorożec, uczyniwszy swym rogiem znak krzyża nad taflą wody, oczyszcza ją z plugastwa. Był to jednocześnie symbol duchowego oczyszczenia człowieka.
Z tego też powodu chętnie przyjmowano w herby znak jednorożca (jak ród Bończa, czy miasto Lidzbark Warmiński). Wtedy to również prawdopodobnie powstał ów biały koń, z pojedynczym rogiem na czole, stojący i wymachujący kopytami. Jego biel, oznaczająca niewinność i czystość, dzięki którym mógł chronić wierzących, wzięła się prawdopodobnie z ograniczeń kolorystyki herbowej. Bo herby mogły operować tylko bielą (czyli srebrem), żółcią (złotem), czerwienią, błękitem, zielenią, oraz czernią, a w tych kolorach oryginalny, dość jasno umaszczony jednorożec się nie mieścił. Również z tego powodu (obrony wierzących) jednorożec nie mógł być przedstawiany jako żarłoczna, mięsożerna bestia. To po prostu nie uchodziło. Owszem, był silny, niezwyciężony, ale jednocześnie niebywale piękny.
Popularny też stał się motyw walki jednorożca z lwem (konflikt zwierzęcia lunarnego z solarnym), w którym częstokroć wygranym był lew, narażając jednorożca na złamanie rogu o zasłonięte przez lwa drzewo. Najlepszym tego przykładem jest przeciwstawiony herbowemu lwu Anglii szkocki jednorożec.
Były naturalnie i inne interpretacje biblijnych tekstów, jak choćby ta dokonana przez Bazylego Wielkiego (330-379), wschodniego świętego. Wyszedł on z założenia, że skoro Dawid wzywał Boga na pomoc słowami: "wybaw mnie od rogów jednorogich", musiał się więc ich obawiać. A obawiać się mógł tylko Szatana i jego sług. Bazyli Wielki uważał, że "jednoróg, jak szatan krąży dniem i nocą wokół człowieka, z czasem go dopada, kłuje swoim rogiem pełnym szatańskich pokus i rozdziera jego duszę, odciągając od Boga."
Możliwe, że dodatkowy wpływ na taką interpretację wywierał przykład z natury - czyli nosorożec. Zwierzę traktowane jako nieokrzesane bydlę, chętnie atakujące wszystkich w zasięgu wzroku.
W kolejnych wiekach, wraz ze wzrostem ilości przedstawień jednorożca, wzrastała i liczba interpretacji jego istnienia. Pierwotne skomplikowane wyjaśnienia (np. że jednorożec kładący głowę na kolanach dziewicy symbolizuje pokonanie diabła przez cnotę i niewinność, czy że jednorożec, jako symbol Chrystusa, wznosi w górę róg zbawienia rodzaju ludzkiego) z czasem uległy spłyceniu, pozostawiając w wyobraźni ludzi jedynie wizerunek łagodnego, kładącego na dziewczęcym łonie głowę zwierzęcia. Stało się tak zwłaszcza w wieku XIX, wieku zafascynowania tajemnicami natury. Wieku, który chołubił niesamowite opowieści, który poznawał dawne opowieści, który nie bez kozery określony został wiekiem romantyzmu...
Shazaa
...przelane z serca na papier...
Data: 2004-12-29
Czas: 11:19:14
Komentarze: skomentuj (1)
Do Ajany

Pewna osóbka o ksywie
Ajana natchnęła mnie do powtórnego prowadzenia tego bloga o jednorożcach. Jestem jej bardzo wdzięczna, ponieważ gdyby nie ona ten blog byłby nadal nie odwiedzany i ,,zakurzony", że pozwolę sobie tak powiedzieć. Mam nadzieję, że zaczniecie znowu odwiedzać moją dolinę. Pozdrawiam Was serdecznie.
...przelane z serca na papier...
Data: 2004-12-26
Czas: 13:48:06
Komentarze: skomentuj (1)